wtorek, 11 lutego 2014

Struggle [rozdział 6]

Zapraszam na prequel "Struggle" - http://nofictionaboard.blogspot.com/
Jest to wstęp do kolejnych przygód Doktora z Miriam, Martą itd. Zawiera też wyjaśnienia niektórych wątków. W późniejszych rozdziałach będę nawiązywać do wydarzeń z prequel'u. - M.
***
Ta część najmniej dopracowana, wybaczcie. Pisałam ją oglądając Paul'a i Ringo występujących wspólnie na scenie po 50 latach. Rozemocjonowana, nie miałam siły sprawdzać stylistyki czy logiczności zdań. Obiecuję, że kolejny rozdział postaram się napisać lepiej.
Bądź co bądź, zapraszam do czytania! Bardzo zależy mi na Waszej opinii. Komentarze pozytywne/negatywne/neutralne mile widziane. 
_________________________________________________


- Chciałaś mnie otruć?! - Spojrzał na mnie groźnie unosząc brwi. - Przyznaj się...
- Skąd!- Przełknęłam ślinę odrobinę przestraszona.
- To jest... za słodkie! Co to w ogóle jest?!
- Budyń malinowy!- Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Nigdy więcej. - Powiedział zniesmaczony. - Tylko to mamy dostępne na kolacje?
Kiwnęłam głową. Doktor skrzywił się i wstał od stołu.
- Śniadanie przyszykuję ja. - Oznajmił stanowczym tonem.
- Nie ma sprawy. Pozwolisz?- Wskazałam na jego ledwo rozpoczętą porcje budyniu.
- Tak, tak. – Westchnął.
~~~
Po kolacji udałam się do sterowni. Siadłam na kanapie, nie spuszczając wzroku z maszyny.  Władca Czasu opuścił statek aby znaleźć dla mnie coś na ból głowy. Pewnie znowu dopadła mnie migrena.

Nagle, wszystkie wspomnienia zaczęły wracać.  O tym jaki ich muzyka miała wpływ na życia ludzi, fanów, w tym mnie.  Jak wielcy byli przez wszystkie lata i zrewolucjonizowali  kulturę.  Ich dziedzictwo.
Płakałam. Ciepłe łzy ściekały po moich policzkach. Przed oczami przewijały mi się urywki z milionów ceremonii ku czci zespołu, który zmienił świat. Paul i Ringo, już o wiele starsi, siedzący na widowni. Zaraz… dlaczego było ich tam tylko dwóch.
 W tym momencie, ogromny ból uderzył we mnie niczym piorun. Ci młodzi chłopcy, stali się legendami, ale nie żyli  przecież wiecznie.  

- Miri? Co się dzieje? – Usłyszałam jak Doktor wchodzi do Tardis. Wzięłam głęboki oddech, ale nie byłam w stanie nic powiedzieć. Chyba zrozumiał co się stało, przynajmniej tak mi się zdawało. Nie zadając już żadnych pytań skierował się do swojego pokoju.

~~~

You'll love me at once
The way you did once upon a dream

Rozpalił ogień w kominku.  Pokój był duży, pełen ciepłych barw.  Wiedziałam, że mam do czynienia z gwiazdorem, który może mieć każdą. Wciąż, pociągał mnie bardziej niż ktokolwiek  inny.  Podszedł bliżej, objął mnie poczym położył dłonie na mojej talii. Przez dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.  Podziwiałam jego czekoladowe  tęczówki  zmieszane z odrobiną szmaragdu.  Otworzył lekko usta, jakby z zachwytu.  Westchnął. Odległość między nami szybko się zmniejszyła. Wszelkie wątpliwości zniknęły.  Kochałam go ponad wszystko.
Miłość, która była zakazana przez prawa czasu. Niemożliwa w normalnym świecie. 
Uzależniłam się od smaku jego warg. Każdy pocałunek równał się tysiącom przeżyć.  Dotyk  ciała muzyka wywoływał u mnie przyjemne dreszcze.   
- Paul.- Wyszeptałam.
Uśmiechnął się  jednak momentalnie zesmutniał.
-Paul? - Obraz zaczął się rozmazywać.  Puścił moją dłoń i odszedł.
-Paul!
Ciemność.  
I głosy.
Coraz głośniejsze. Przebijały się przez ściany sennej rzeczywistości.  
Spróbowałam zignorować wszelkie bodźce dobiegające z zewnątrz. Udało się.

Tym razem,  siedział przy pianinie.  Odrobinę starszy, z papierosem utkwionym między palcami lewej ręki.  Roześmiałam się.  Spojrzał na mnie z udawanym wyrzutem.  Siadłam mu na kolanach i owinęłam ramiona wokół  jego szyi.
- Tęskniłem.
-Przecież to tylko sen…
- Nie, Miriam. To…

-MIRIAM!

- Powiedz, co to. Paul… - Czułam, że zaraz zniknie. Łzy naleciały mi do oczu.
- To wspomnienie.

-MIRIAM! OBUDŹ SIĘ…
Leżałam na jednej z kanap przymocowanych obok konsoli.  Mrugnęłam kilka razy, niewyspana. – Tak, Doktorze?
- Nareszcie. – Odetchnął z ulgą. – Nie zdajesz sobie sprawy jak się martwiłem.
- Niby dlaczego?- Uśmiechnęłam się.
- Płakałaś całą noc a może dłużej.
- I co z tego? – Ziewnęłam.
- Bałem się, że to dla ciebie za dużo, że nie wytrzymasz…
Uniosłam brew zdziwiona.  
-  Zaraz, ty wciąż nie pamiętasz!
Nie miałam pojęcia o co mu chodzi. Przecież wszystko wróciło.  Odzyskałam wspomnienia dotyczące Beatlesów i ich geniuszu.
- Czego nie pamiętam?!
Milczał.

~~~
-„Określenie Beatlemania weszło do języka angielskiego w 1963 roku, kiedy Cudowna Czwórka podbiła Wielką Brytanię wciągającą muzyką na czterech singlach oraz albumach, które jeden po drugim zajmowały pierwsze miejsca listy przebojów przez okrągły rok." - Doktor westchnął, po czym zdjął i przetarł chusteczką okulary. Zamknął grubą księgę z czarną okładką i spojrzał na mnie.
-Udało się?- Zapytałam z nadzieję w głosie.
- Prawie. Dalsze strony biografii są puste. Musimy poobserwować chłopaków jeszcze przez jakiś czas. - Uśmiechnął się. - Chcesz mandarynkę? - Ze skórzanej torby wyjął kilka świeżych owoców.
- Tak, poproszę. Gdzie je zdobyłeś?
- Kiedy spałaś, musiałem popracować nad silnikami Tardis. Przetestowałem je lądując w południowo-wschodniej Azji XIX w. Miejscowi podarowali mi koszyk pełen smakołyków.
- Dużo mnie ominęło?
- Nie bardzo.
Uniosłam brew. Czułam, że kłamie.
- Tak na prawdę Tardis, spadając, połamała kilka owocowych krzewów. Uciekłem przed wściekłymi rolnikami. Później czekałem, ukryty za krzakami aż oddalą się od statku i czym prędzej wystartowałem.
- I wtedy się obudziłam!
- Nie. Wcześniej jeszcze wstąpiłem do sklepu aby kupić produkty potrzebne do śniadania. Zapraszam. - Otworzył przede mną jedne z okrągłych drzwi znajdujących się blisko kokpitu. W pomieszczeniu, do którego weszliśmy, stał duży, elegancko nakryty stół.

- Kawa.- Wyszeptałam. - Prawdziwa, z mlekiem!