Nie mam już siły biec. Chłopak w skórzanej kurtce zniknął, oby był bezpieczny. Wciąż uciekam, nie wiem przed czym. Robi się ciemno.
- Miriam!
Obraz staje się czarno biały, coraz mniej wyraźny.
- Miriam!
Ktoś próbował wyrwać mnie ze snu. Udało się. Nie otworzyłam oczu, przekręciłam się tylko na drugi bok. Tata mógł wołać godzinę, wylać na mnie szklankę zimnej wody, porazić prądem. I tak nie poszłabym do szkoły.
- Miri... - Usłyszałam łagodny, męski głos. Nie należał on jednak do mojego ojca. Przeszył mnie dreszcz. Zaczęłam przypominać sobie wydarzenia z przed paru godzin. Porywacz znał moje imię.
- Nie bój się. - Musnął mnie w ramię. Spróbowałam odsunąć się jak najdalej od jego ręki. O dziwo, nie byłam związana. Miałam więc możliwość ucieczki.
Wrzasnęłam.
Mężczyzna odskoczył zdziwiony jak przewidywałam. Dość wysoki, fantazyjnie ubrany, z bujnymi, siwymi włosami. Wyglądał sympatycznie. -Niezła zmyłka.- Pomyślałam. Wpatrywałam się w nieznajomego z wyrzutem. Bez słowa.
- Coś do picia?
Potrząsnęłam głową.
- Nie? No cóż. Wybacz, że cię tak potraktowałem. To było konieczne. - Westchnął.- Z resztą sama mi kazałaś.
- Co proszę?- Przełknęłam ślinę.
- Och, odezwałaś się. - Na jego twarzy pojawił się uśmiech. - Jestem Doktor. Zaufaj mi, nie chcę cię skrzywdzić.
- Skąd wiesz jak się nazywam? - Głupie pytanie, pewnie znalazł moje dokumenty w kieszeni.
- To skomplikowane. - Mruknął. - Dostałem list napisany przez ciebie z przyszłości.
- Czy u pana wszystko w porządku z głową?- Roześmiałam się.
- Mów mi Doktor. I tak, o to się nie martw. - Przybrał poważną minę. Wydawało mi się nawet, że zesmutniał. Odwrócił się do mnie plecami podrzucając co chwila przedmiot podobny do śrubokrętu.
- Doktorze, jeśli nie masz co do mnie złych zamiarów, dlaczego przystawiałeś mi lufę pistoletu do skroni?
- Pistoletu?! Nigdy nie noszę ze sobą broni. Zobacz. - Wykonał kolejną sztuczkę ze świecącym śrubokrętem.- To tylko małe, bardzo przydatne urządzenie skanujące i otwierające wszelkie zamki. Wydaje również uroczy dźwięk, nie sądzisz?
Rozejrzałam się wokół. Łóżko stało w przerwie między wysokimi, na ponad dwadzieścia metrów, regałami. Pomieszczenie było ogromne, sterty ksiąg i gazet ciągnęły się bez końca. Doktor stał tuż przy dużych, drewnianych drzwiach.
- Jesteśmy w bibliotece?
- Zgadza się. - Wodził wzrokiem po półce z encyklopediami.- Masz ochotę zwiedzić cały mój statek?
Zaciekawiona, wstałam i podeszłam bliżej. Moje zachowanie nie było racjonalne, ale podświadomość mówiła mi, że przy Doktorze jestem bezpieczna. Serce, w końcu, przestało bić jak oszalałe.
- Oto TARDIS!- Powiedział wzniośle, gdy tylko przekroczyłam próg.
- Niesamowite.. - Szepnęłam oniemiała. W centrum znajdowało się coś na wzór kokpitu w samolocie. Płyta, na której widniało mnóstwo różnych dźwigni i przycisków, otaczała silnik przypominający tłok. Ściany mieniły się wieloma barwami.
- Proszę. - Wskazał na jedną z kanap stojących blisko 'mostka'. Była przytwierdzona do podłogi. Rozsiadłam się wygodnie. Doktor patrzył na mnie zaniepokojony. Spodziewał się , że od razu, kiedy poczuję się pewniej, będę zadawać pytania.
- Czy na prawdę musiałeś mnie porwać? Nie wystarczyłoby poprosić? Gdzie mnie zabierasz? To jakaś misja? Kim dokładnie jesteś? Jak masz na imię...
- Spokojnie. Wszystko po kolei. - Westchnął. - Po pierwsze, uwierzyłabyś nieznajomemu na ulicy, który proponowałby ci wspaniałą przygodę? во-вторых, uciekłabyś gdzie pieprz rośnie. Troisièmement, zabieram Cię do przeszłości, szczegóły przedstawię po drodze. Viertens, mam na imię Dok...
- Nie prawda. - Przerwałam. Szczerze, irytowały mnie jego językowe wstawki. Uniósł brew, jego usta pozostały lekko otwarte. - Podróże w czasie nie istnieją, Doktorze. To musi być sen, fantazja!
Zaśmiał się i wystukał coś na klawiaturze. Chyba współrzędne.
- Zaraz! - Krzyknęłam. Poczułam drgania. Po chwili, całe pomieszczenie, zaczęło się trząść.
- Małe turbulencje! - Doktor nie przestawał się uśmiechać. - Kierunek Liverpool, rok 1961. Gotowa?
Nie zdążyłam odpowiedzieć. Usłyszałam huk, maszyna zaczęła pracować.
-Trzymaj się mocno!
Po paru minutach statek się ustabilizował. Kręciło mi się w głowie. Mężczyzna chwycił mnie za rękę i wybiegliśmy na zewnątrz. Musiałam zamrugać kilka razy, promienie słońca raziły mnie w oczy. Było gorąco. Jakim cudem? Przecież zbliżał się grudzień. A no tak, siwowłosy wspominał coś o... Odwróciłam się aby zobaczyć Tardis z zewnątrz. Była to niebieska, drewniana budka z napisem 'The Police Phone Box'. Obeszłam ją dookoła. - Ciekawe.- Przemknęło mi przez myśl.
Wylądowaliśmy gdzieś na krańcach miasta. Podziwiałam z daleka widok oceanu, rozciągającego się wzdłuż portu. W okolicy było pełno stoczni i fabryk.
- No i jak? Podoba ci się ? - Doktor przytrzymał nogą drzwi. Nie widziałam jego twarzy, była zasłonięta przez stertę ubrań.- Pomożesz?- Jęknął.
Wzięłam od niego część koszul. Potem pomogłam mu wybrać garnitur, on wręczył mi kwiecistą sukienkę. Była lekka i bardzo wygodna. Idealna do tańca! Dostałam również buty- białe tenisówki. Wróciłam na pokład w celu znalezienia lusterka. Statek, chyba wyczuł to pragnienie i po paru sekundach, w ścianie, ujrzałam swoje odbicie. "Wysoka, krótkowłosa brunetka nie przestająca śnić. Prawdopodobnie pod wpływem środków psychodelicznych." Spróbowałam się uśmiechnąć, bez skutku. Machnęłam ręką i wybiegłam do Doktora. Czekał na mnie już gotowy. Oparł się o budkę. Muszę przyznać, wyglądał świetnie.
- Gdzie idziemy?- Spytałam.
- Do klubu. Muzyka rock n' roll na żywo.
- Brzmi kusząco!
***
Tymczasem w teraźniejszości...
Marta nie lubiła wracać sama z imprez, na których dużo piła. Tym razem było jeszcze gorzej, gdyż nie wzięła pieniędzy na taksówkę. Zmierzała w stronę domu, szurając trampkami o asfalt. Na ulicy panowała cisza. Stare lampy gasły co jakiś czas. Dziewczyna nie miała pojęcia, że ktoś ją śledzi.
cudowne, cudowne, pisz ♥
OdpowiedzUsuńMarta dużo piła? Tak to właśnie widzisz? :-D
OdpowiedzUsuńrozdział świetny
ale nie wiem co się dzieje
naprawdę nie mogę doczekać się następnego :-)
Ta Marta jest już dawno pełnoletnia! Następny niedługo się pojawi, dziękuję :D
Usuń