środa, 11 grudnia 2013

Struggle [rozdział 4]

-Łap! - Wysunął dłoń zza niebieskich drzwiczek i zrzucił kartkę papieru na ziemię. Nie minęło parę sekund a Tardis zniknęła. Zostałam sama. Stojąc blisko portu, obserwowałam wschodzące słońce. Było bardzo zimno. Co jakiś czas przelatywały nade mną mewy trzymające w dziobach swoje śniadanie. Nadal czułam pyszny smak rogalików, na które zabrał mnie Doktor. Siedzieliśmy w jednej z Paryskich kawiarenek rozmawiając i popijając włoski napój z dodatkiem spienionego mleka i szczyptą czekolady*. Miałam na sobie tzw. małą czarną, zaprojektowaną przez Coco Chanel, do której moja fryzura "na chłopczycę", pasowała znakomicie. Czułam się jak na planie filmowym. Obok nas przejeżdżały czarne, stare samochody z lat 20'tych i 30'tych. Z gramofonu roznosiła się jazz'owa muzyka, na zmianę z instrumentalną ścieżką dźwiękową czarno-białych arcydzieł. Choć miło spędziliśmy czas, na twarzy mężczyzny dostrzegłam zaniepokojenie. Gdy zwróciłam mu na to uwagę, westchnął jedynie i pociągnął kolejny łyk kawy.
- Musimy zorientować się, gdzie stoimy. - Powiedział po chwili. - Na razie wszystko jest w porządku, dzieje się tak jak powinno.
- Więc nie musieliśmy iść na występ w The Cavern? A jednak...
- Chciałem... żebyś ich zobaczyła.
- Dzięki.- Nie mogłam uwierzyć, że zrobił to dla mnie. Pewnie, też dla siebie. No cóż, taki koncert, było warto.
- Dam Ci listę pytań i wysadzę w Liverpool'u. Przez ten czas, sprawdzę jak potoczyły się losy Brian'a, najważniejsze jest to, czy prowadzi już NEMS.
Pokiwałam głową niepewna.
-Poradzisz sobie. Użyj uroku osobistego!- Doktor uśmiechnął się i zawołał kelnera.

***
Marta była coraz bliżej domu. Zdawało jej się, że jest jeszcze ciemniej niż parę minut temu.
- Hej, czekaj!
Blondynka wrzasnęła. Ktoś zakradł się do niej od tyłu. Chciała uciekać ale znieruchomiała. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Serce dziewczyny biło tak szybko, jakby miało zamiar wyskoczyć.
- Marta... nie bój się. - Wysoki chłopak podszedł do niej niepewnie.
Bujne, kręcone włosy, duże oczy. Rozpoznała go od razu, był to jeden z tegorocznych absolwentów szkoły. Nigdy nie przypuszczała, że mógł wiedzieć o jej istnieniu.
- Cześć, dlaczego...- Jęknęła. - Co ty masz na sobie?! - Będąc w szoku nie zwróciła uwagi na dziwaczny strój młodzieńca.
- Bal.. tak, bal przebierańców. - Przełknął ślinę. - Jestem jednym z bohaterów powieści Charles'a Dickens'a. Niedawno przeczytałem Wielkie Nadzieje.
- Miło było cię spotkać. Teraz wybacz, jest zimno i pędzę do domu. - Czemu pociągają mnie sami wariaci?- Przemknęło jej przez myśl.
- Podwieźć cię?
Zastanowiła się chwilę. - Dorożką?
Roześmiał się. - Tak.
- Żartujesz... Nie znasz mnie a zapraszasz na przejażdżkę?
- Nie, to nie.- Ukłonił się na pożegnanie i założył kapelusz.

***

Kiedy dotarłam rozmarzona do klubu, przed drzwiami stał już John. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko.
- No hej.
- Hej, jak się spało?- Szkoda, że nie ugryzłam się wtedy w język.
- W porządku, za dużo nie pamiętam z naszego wczorajszego spotkania.
- To zrozumiałe.- Przerwałam.
- W każdym razie przyszedłem tu tylko z Paul'em, gdyż Georgie'go i Pete'a nie dało się wybudzić.

Główny wokalista grupy coraz bardziej mi się podobał. Miał ciemne oczy, krótkie brązowe włosy, niezwykły nos i ciekawy charakter. W samej koszulce i czarnych dżinsach wyglądał na prawdę kusząco.
- Myślę, że wasze wypowiedzi wystarczą, jak na razie. Gdzie twój przyjaciel?
- W środku, chodź.- Chwycił mnie rękę i poprowadził przez korytarz. - Zajęliśmy stolik.
Paul pomachał do nas przyjaźnie.
- Witam Miri! - Zawołał.- Gdzie człowiek, który chciał się z nami spotkać?
- No cóż, coś mu wypadło i przysłał mnie. Jeśli to nie problem...
Spróbowałam się uśmiechnąć.
- Od czego zaczynamy? - John przysunął dla mnie krzesło.
Wyjęłam z kieszeni listę napisaną przez Doktora.
- Poznaliście już Ringo?
- Mówisz o Richardzie od Rory'ego Storm'a? Tak, w Hamburgu, parę miesięcy temu. - Paul zapalił papierosa.
- Co tam robiliście?
- Graliśmy, oczywiście. Bez przerwy. Dopiero od dwóch tygodni siedzimy w Liverpool'u. 27 Lipca występujemy jako support Cilli White.
-  Wspomnij o Sheridan'ie.- Brunet poklepał kolegę po ramieniu.
- Ach tak. Nagraliśmy z nim kilka utworów jako muzycy sesyjni. Singiel "My Bonnie" jest nieźle rozchwytywany na kontynencie, tu jednak trudno go dostać.
- A Brian Epstein?
- Nie znam... - Basista spojrzał pytająco na John'a.
- Czekaj, czy on nie prowadzi tego sklepu z płytami, gdzie zawsze chodzisz kiedy zarobimy parę funtów? - Gitarzysta wyszczerzył zęby.
- Ach no tak!
- Dzięki chłopaki. Tyle by wystarczyło. - Zapisałam wszystko w notesiku od Doktora.
- Nie umówisz się ze mną.. to znaczy z  nami, na drinka? - Paul nagle zesmutniał.
- Jedyna normalna dziewczyna przed nami zwiewa, widzisz McCartney?- John wstał, przybliżył się do mnie i przytulił.
- Ej! - Krzyknęłam zaskoczona.
- A nie mówiłem? - Roześmiał się.



W tym momencie usłyszałam dźwięk zwiastujący pojawienie się policyjnej budki. Przełknęłam ślinę. Tuż za moimi plecami zmaterializowała się Tardis. Doktor, w innym garniturze niż rano, wyskoczył i przywitał się z dwójką przerażonych Beatles'ów.
- Miri, to nie koniec podróży, właź do środka. Ja jeszcze z nimi porozmawiam...
Z niechęcią ruszyłam w stronę wehikułu. Paul zerwał się na nogi aby się ze mną pożegnać.
- Spotkamy się jeszcze?
- Może. - Nie mogłam się powstrzymać i przejechałam dłonią po jego idealnym policzku. Delikatnie uścisnęłam muzyka i zwróciłam się ku niebieskim drzwiczkom.

Gdy byłam już na statku, wzięłam głęboki oddech i usłyszawszy czyjeś kroki, uniosłam wzrok.
Zza kokpitu Tardis wychylił się starszy, aczkolwiek przystojny mężczyzna. Był ubrany w dżinsy, modny tshirt i czarną marynarkę. Miał na sobie conversy sandały podobne do moich.
- Miri? - Uniósł brew.
- Kim pan jest?!- Krzyknęłam.
- Nie poznajesz mnie?
Potrząsnęłam głową choć wyglądał znajomo. Mógł to być, na przykład, seryjny morderca pokazany kiedyś w telewizji.
- Skąd wiesz jak mam na imię?
- Och!- Doktor otworzył z hukiem drzwi i stanął między mną a tajemniczym gościem. - Przepraszam, że naraziłem cię na szok.- Spojrzał na mnie ze skruchą. - To... James, mój przyjaciel. Opowiedziałem mu odrobinę o tobie. I nie bój się, krzywdy ci nie zrobi, z resztą na następnym przystanku wysiada.

Nie odzywałam się przez parę godzin. Byłam skołowana i bolała mnie głowa. James spoglądał w moją stronę z nostalgicznym uśmiechem, jakby przed jego oczami, przewijały się wspomnienia z dawnych lat. Odetchnęłam z ulgą, kiedy Doktor pożegnał się ze swoim znajomym i wyprowadził go z Tardis.
Wykończona, oparłam się o ścianę statku i zasnęłam.


*Cappucino stało się popularne dopiero po II wojnie światowej.

2 komentarze: